Podczas wyjazdu trafiliśmy na ciekawą sytuację.
Przy kolejce linowej – jedna winda do gondoli.
5 przystanków
ogromne natężenie ruchu
winda… poruszająca się w ślimaczym tempie
Efekt? Kolejki, frustracja i chaos.
I od razu pojawiło się pytanie:
co by było, gdyby taka sytuacja wydarzyła się w Polsce?
Pewnie szybko padłyby hasła:
„kto montował?”,
„kto dobrał?”,
„pozwać firmę dźwigową”.
Tylko czy to naprawdę zawsze wina producenta lub wykonawcy windy?
W praktyce bardzo często wygląda to tak:
– inwestor wybiera najtańszą ofertę,
– projekt zakłada minimalne parametry,
– nikt nie liczy realnego natężenia ruchu,
a potem… winda „nie wyrabia” i zaczyna się szukanie winnego.
Bo przecież firma dźwigowa wiedziała, gdzie winda będzie pracować – prawda?
Tymczasem we Włoszech podejście wydaje się prostsze:
ma działać – działa.
Że wolno? Trudno.
A Wy jak uważacie?
kto powinien brać odpowiedzialność za dobór windy – projektant, inwestor czy firma dźwigowa?
czy w Polsce nie przesadzamy z przerzucaniem winy na wykonawcę?
a może to właśnie presja prawna realnie podnosi jakość?
